niedziela, 25 marca 2012

W pogoni za uciekającym czasem

Lubię kalendarze ze zrywanymi każdego dnia kartkami i gdy moim oczom ukazała sie karteczka obwieszczająca 21. marca, przypomniałam sobie, że jeszcze coś zimowego chciałam Wam pokazać, a tu trochę już nie w porę:] Ale co tam, w końcu poranki i wieczory bywają chłodne, prawda?:)
Otóż poznajcie króliczycę Klarę, którą uszyłam jakiś czas temu, a której wdzianko tym razem wyczarowała moja zdolna Mama - mistrzyni w drutowaniu:) Klara pojechała do Hani:)
Jako dziecko wychowujące się w szarych peerelowskich czasach na brak różnorodnych kolorowych ubrań nie mogłam narzekać:) Jak sięgam pamięcią, spod drutów mojej mamy wychodziły swetry w kolorowe prążki, z guzełkami, wełniane spódniczki na jesienną aurę, zestawy czapek i szaliczków. Babcia z kolei po mistrzowsku szyła mi wracające dziś do łask spodnie sindbady, letnie sukieneczki, spódniczki.... miałam naprawdę kolorowo w szafie dzięki rodzinnemu zamiłowaniu do hand made'u:)
To jest zdjęcie z przełomu lat 60.-70., na którym Babcia i Mama mają na sobie wiosenne płaszczyki uszyte właśnie przez moją Babcię. Wykrój płaszcza pochodził z Burdy, sięgał on przed kolana; płaszczyk mojej Babci był w kolorze liliowym, a mojej Mamy - czerwonym:) Muszę któregoś dnia siąść z Mamą przy fotoszopie, żeby odtworzyć te kolory, bo mnie strasznie korci...:)
Skoro już tak się rozpisałam o mojej Mamie, to pokażę Wam kilka migawek z mojego rodzinnego domu, bo obie z Mamą mamy słabość do staroci, miniaturek i lodówkowych magnesików z różnych zakątków:)
Zliczyć wszystkie koty, to nie lada wyzwanie, tu tylko mała gromadka:)
Dzisiejsza zmiana czasu na letni sprawiła, że cały dzień towarzyszy mi uczucie wessania w jakiś ZNIKOCZAS, a jutrzejszy poranek będzie baaardzo ciężki;)
A tymczasem pozdrawiam Was z dużą dawką słońca:)
Uściski!
Magda

niedziela, 11 marca 2012

Bufet, ziółka i wiosenny rozgardiasz...:)

Pojechałam do Ikei po osłonki na doniczki...a skończyło się zakupem bufetu i kredensu:) 
A wszystko przez to, że gdy zapytałam czy bufet już zniknął z ekspozycji, dowiedziałam się, że seria Leksvik nie będzie już produkowana, a w magazynie zostało...yyyy 7 bufetów:) Bufet, do którego sobie wzdychałam od około trzech lat, zerkając na niego przy każdej wizycie w ikei:) I skoro  t e n  b u f e t  zaraz zniknie, to co byście zrobiły na moim miejscu, hmm?;) 
Bufet jest baaardzo pojemny, od wczoraj cieszy nasze oczy, Mężowi się podoba, a Milenka w komódce chciała urządzić sobie kolejną kryjówkę:) A ja wciąż przestawiam, przesuwam, dorzucam... 
Mogłabym rzec, że jest to "Bufet pod ślimakami", gdyż na bufecie poustawiałam wszystkie moje ślimaki:)
W kuchni zazieleniło się od ziółek w tych osłonkach na doniczkę - tak, to te,  po które tak naprawdę się wybrałam do Ikei. 
Tabliczki na drewnianych klamerkach do bielizny już czekały...;)
Poza tym leci dzień za dniem, wiosnę już mocno czuć dookoła, lubię ostatnio wcześnie wstawać i na przykład wrzucać truskawki na biszkopt;)
Przechylający się pod swym ciężarem hiacynt to znak, że zimie mówimy dobitnie bye bye;)
Pozdrawiam Was cieplutko ze swojego wiosennego rozgardiaszu:)
Uściski:)
To byłam ja Magda, od dziś pani bufetowa:)