niedziela, 25 września 2011

Niespiesznym krokiem podążając...

... zapraszam Was w miejsca, w których chyba tylko koty grasują, a ja za nimi:) Krakowskie Dębniki to miejsce z niesamowitym klimatem, tu czas się zatrzymuje i chowa w małych urokliwych uliczkach, wśród  niskich kamieniczek i starych podwórek...
Futrzani mieszkańcy Dębnik zachowują dystans, ale chętnie pozują;) Oto kotek chodnikowiec...
i najprawdziwszy dachowiec, niżej nie schodzi;)
Ulica Różana wyściełana jest bluszczem....
który wygląda jak wielka tapeta na kamienicy:)
Wiecie, że ja prawie żadnemu podwórku nie odpuszczę o ile brama nie jest zamknięta...:)))
Oaza spokoju, na balkonach porozwieszane kolorowe pranie (mój ulubiony widok w miateczkach na południu Europy), gdzieś drzwi od mieszkania swobodnie otwarte...
Zielony zakątek z namiastką ogrodu i obowiązkowym trzepakiem, naznaczonym upływem czasu, rozrywką naszego dzieciństwa:)
Kochane, korzystajcie z pięknych jesiennych dni i podążajcie za liśćmi;)
Dużo słońca życzę i buziaki zasyłam prosto z trzepaka, 
choć na zwis głową w dół się nie odważyłam;)))

niedziela, 11 września 2011

Gdy marzenia z dzieciństwa się spełniają...:)

Pozostając w letnim klimacie postanowiłam pociągnąć jeszcze kwestię domku na drzewie, który wywołał u Was entuzjazm :) Okazuje się, że domek na drzewie może stać się inspiracją do prawdziwych architektonicznych dzieł sztuki. Zresztą same zobaczcie, zapraszam na małą podróż po drzewach:)
Na początek Finca Bellavista, te rustykalne domki na drzewie znajdują się na Kostaryce w gąszczu starych drzew lasu deszczowego. Domki są do wynajęcia!:)
http://www.busyboo.com
Ten poniżej samotnie stojący domek na drzewie znajduje się w Japonii na wyspie Hokkaido. Domek wygląda jak wyjęty z jakiejś niesamowitej bajki, mnie osobiście kojarzy się z klimatami "Czarnoksiężnika z krainy Oz":) Z powstaniem tego domku związana jest pewna historia, bowiem został zbudowany na potrzeby japońskiej agencji reklamowej, która zleciła panu Kobayashi zaprojektowanie domku na drzewie do reklamy Nescafé:)
Źródło: http://freshome.com/
Steampunkowy dom na drzewie znajduje się w Oakland i jest zbudowany z drewna z odzysku, stali i części po zegarze. Całość utrzymana w wiktoriańskiej stylistyce, wprost jak z powieści Juliusza Verne'a;)
http://www.steamtreehouse.com/
Przeglądać się w tafli jeziora... czemu nie:)
http://bo-bedre-no/
Kolejny domek, futurystyczna kapsuła w leśnej głuszy, "Kitka i Pompon wylądowali!" - jakby powiedziała Milenka;)
http://www.momlogic.com
W klimatach Czarnego Lądu i "Pożegnania z Afryką"...

Zimowa sceneria pokazuje, że przygoda w domku na drzewie nie kończy się wraz z nastaniem zimnej aury:)
W środku wystrój prosty, ale bardzo przytulny...:)
Żródło: http://theessenceofthegoodlife.blogspot.com
Dla porównania wnętrze domku na drzewie w kategorii podwieszanych lokali czterogwiazdkowych;)
Źródło: http://residencehousedesign.com/
Nie wiem jak Wy, ale ja jestem pod wrażeniem pomysłowości twórców tych małych cudów na drzewach, 
w każdym z nich chciałabym troszkę pomieszkać, najbardziej jednak w tym afrykańskim:)
 A Wy, w którym spędziłybyście wakacje lub ferie?:) 
Buziaki zasyłam i miłego tygodnia życzę:)
Magda

środa, 7 września 2011

Trochę wsi spokojnej, wsi wesołej...;)

Domek na drzewie...
Czerwieniejące w promieniach słońca jabłka...
Śniadanie na werandzie...

Dużo słońca...
Radość dzieci...
Tacy już duzi...
Taki oto sierpniowy weekend w gronie znajomych na pożegnanie lata...
Moniczko i Wieśku, wielkie dzięki kochani, bo aż się do miasta wracać nie chciało...;))
I jeszcze dorzucę coś, co uszyłam, zapakowałam, wysłałam i doszło do Jubilatki:) 
Voila, oto urodzinowa butelka szampana, Domowa Pracownia Milmato daje gwarancję, 
że butelka na pewno się nie stłucze;)
Ciepłych i przyjemnych chwil Wam życzę, uściski;)
Magda

czwartek, 1 września 2011

Smaczki schyłku lata...

 ...mogą mieć różne oblicza, bo na przykład po ostatniej nocnej weekendowej nawałnicy,
na drugi dzień podczas spaceru natknęłam się na złamaną gałąź kasztanowca i pozbierałam całkiem sporą ilość niedojrzałych kasztanów, w większości jeszcze w zielonych skorupkach. Te, które zbyt wcześnie wydostały się ze skorupki wyglądały jak łaciata biało-brązowa krówka:) 
Poustawiałam je w swoim kąciku na parapecie...
A dziś po powrocie do domu, zauważyłam, że skorupki zaczęły pękać.
 Niby prosta rzecz, a jakże cieszy oko. Zresztą tak jak w życiu, cieszmy się tym, co mamy, bo to daje siłę ;)
Ostatnio wsuwamy kukurydzę gotowaną na parze,
jest przepyszna, kupuję ją na okolicznym placu targowym. To odmiana cukrowa,
 jest słodziutka i chrupiąca...;)
I jakże mogłabym zapomnieć, Pan Słonecznik we własnej osobie, na wieczorne balkonowe
 skubanie przy zachodzącym słońcu...:)
Oj tak, tak... idzie jesień...witaj szkoło;)

Madziku, bardzo dziękuję Ci za wyróżnienie, jakim mnie obdarowałaś już jakiś czas temu, to niesamowite, ale w takich ankietach miałybyśmy zgodność 99,99% odpowiedzi, hihi:)))
Buziaczki, ściskam cieplutko, dziękuję, że zaglądacie:)
Magda