niedziela, 29 maja 2011

Truskawki i poziomki;)

Poprzednim razem nie przedstawiłam Wam jeszcze króliczycy, która pojechała ze mną do Gdańska i tam zamieszkała:) Szyłam ją na szybko, ubranka pojechały w częściach 
i dopiero na miejscu je pozszywałam:)
Udało mi się znaleźć materiał w poziomki, który pochodzi z letniej dziewczęcej sukieneczki. 
Teraz króliczyca Izolda mieszka u Izy i Grzesia:)
Wcinamy truskawki na okrągło pod różną postacią: koktajlowo, w naleśnikach, ale najsmaczniejsze to są chyba takie w wersji saute, prawda?:)
Na balkonie eksperymentalne poziomki kwitną i ogrzewają się popołudniowym słońcem:)
Spotkało mnie miłe wyróżnienie od Agi, bardzo Ci dziękuję kochana i cieszę się,
 że o mnie pomyślałaś:)) 
Niech to wyróżnienie powędruje dalej do dwóch sympatycznych osóbek, których blogi od dawna z przyjemnością czytam:
- do Moemagdy - za jej optymizm, energię, serce, za migawki z frontu rodzinnego oraz za... torty bezowe, na widok których cieknie mi ślinka;)
- do Oli - za śliczne kulinarne (i nie tylko) aranżacje zdjęciowe, za powiew romantyczności, 
a ostatnio za troskę o Matkę Ziemię:)

Tym miłym akcentem życzę Wam słonecznego tygodnia, jeśli podobnie jak ja macie teraz mniej czasu na blogi, to niech ten czas będzie wypełniony słońcem i przyjemnymi sprawunkami:)
Uściski majowe zasyłam:)
Magda

czwartek, 19 maja 2011

A w Sopocie przy sobocie...;)

Witajcie:)
Pakujcie walizki, jedziemy nad morze! Zapraszam Was na wycieczkę po wiosennym Trójmieście i niech motywem przewodnim będzie plaża, morze, piasek i słońce:)
Na sopockim molo tłoczno i gwarno jest chyba przez cały rok:)
Ale za to kawałek dalej oaza spokoju...
Sopockie uliczki, szczególnie urzekające są stare wille z ogródkami...
Miejscowe wróbelki elemelki zlatują się w kawiarni:)
A Milenka w swoim żywiole namalowała wieloryba...
Potańczyła na molo...
Zbierała skarby...
Kontemplowała wiosnę w Parku Oliwskim...
Była kapitanem statku pirackiego...
I zaklinała deszcz...
Lubię taki intensywnie szaro-chabrowy kolor chmur, które pół dnia kłębią się nad plażą walcząc ze słońcem, a potem gdzieś sobie znikają;)
A ten taborecik to yyy...łup:)) To łup, który upolowała moja szalona Mama, podczas naszej wizyty w rybackim mini muzeum prowadzonym przez miejscowego rybaka, który zgodził się odsprzedać ten czarny taborecik z metaloplastyki:) Nawet z muzeum można coś upolować:]]

 Wróciłam do domu, a tu już truskawki pachną,
 tak, truskawkowe truskawki:)) Buziaki zasyłam:)
Magda

niedziela, 8 maja 2011

Niebieski maj pachnący bzem

Po małym przemeblowaniu, mój kącik mieści się teraz przy oknie.
 Chciałam, aby w tym miejscu pojawiło nieco aranżacji w tonacji niebieskiej. Niczego nowego nie kupowałam, wyciągnęłam z moich skarbów niebieskości, które czekały właśnie na taki moment.
 I bzy obowiązkowo się pojawiły. Taki maj lubię:)
Podczas ostatniego wypadu do mojej ulubionej rupieciarni, 
upolowałam łupinki czyli małe łupy:)
Miniaturkowy porcelanowy koszyczek z różyczkami.
Dość oryginalnie wyglądający szklany biały słoik po szkockiej marmoladzie
z fantazyjną zakrętką:)
Raport z domowego zieleńca: azalia szaleje ze swoimi kwiatami, 
na balkonie różowości się mnożą na krzaczku;)

Buziaki majowe zasyłam:)
Magda

wtorek, 3 maja 2011

Pienińska majówka

Witajcie:)
Tak jak pisałam, na majówkę wyruszyliśmy w ciemno, bez żadnych wcześniejszych rezerwacji i konkretnych planów:) Spakowani, w razie czego, na całe cztery dni ruszyliśmy w stronę Pienin i ostatecznie osiedliśmy w Szczawnicy. Nocleg znaleźliśmy już za drugim podejściem w uroczym pensjonacie nad samym Grajcarkiem, miejscowym potoczkiem:) Weekend minął nam rowerowo-wędrówkowo:) Jeżeli nie byłyście w Szczawnicy, to polecam Wam to miejsce, jest bardzo urokliwe z pięknymi widokami i wieloma atrakcjami dla całej rodziny. Dużo miejsc do spacerowania, ścieżki rowerowe (prawie jak w Holandii, sic!:), 
a co krok wypożyczalnie rowerów. My właśnie z tych atrakcji skorzystaliśmy:)
Najpierw Milenka na krótszych odcinkach uczyła się jeździć na prawdziwym rowerku:)
A na dłuższą wycieczkę wzdłuż Dunajca, zapakowaliśmy dziecię do 
przyczepki i ruszyliśmy w stronę serca Pienin.
I takie widoczki podziwialiśmy...
Było raczej pogodnie, tzn. padało tylko przez kilka godzin jednego dnia, a powietrze cały czas było rześkie:] Wychodziliśmy z domu po śniadaniu, wracaliśmy na wieczór, wciąż nas gdzieś nosiło:)))
A pod wieczór rozpalaliśmy grilla:)
Poza tym akurat trafiliśmy na uroczyste otwarcie promenady w Szczawnicy i z tej okazji jedną z atrakcji były występy okolicznych zespołów ludowych:) W takim otoczeniu gór fajnie było chłonąć folklor:)
Tutaj dziewczyny w ślicznych spódnicach w drobną łączkę tańczą wywijając i wystukując melodię warzechami:))
Kawałek Szczawnicy:)
A potem to już trzeba było wracać, Kraków przywitał nas deszczem i zimnicą, brrr!
A na Zakopiance jak to na Zakopiance, jak zwykle sznur aut i całe mnóstwo buraków za kierownicą, którzy mają klapki na oczach i dalej niż poza własny zderzak nie patrzą nie rozumiejąc najzwyczajniej, że w przypadku korków przy zwężeniach drogi, wpuszczanie na "zamek błyskawiczny" jest udogodnieniem dla wszystkich kierowców:]
Ściskam cieplutko, bo ponoć zima wraca:)
Magda