piątek, 28 stycznia 2011

Wyzwanie książkowe

Aż nie wiem, co sobie o mnie pomyślicie, ale dobrze, pokazuję na prośbę Madziki, która zainicjowała i zaprosiła mnie do tej zabawy:)
Macham do Was, bo siedzę w książkach, haha:)))
To jest mój misz-masz biblioteczny, a raczej jego fragment, prym wiodą książki związane z nauką języków obcych, filolodzy chyba tak już mają:) Między niektórymi stronami można znaleźć jesienne liście:D
I pamiątka ze studenckich czasów p.i.e. (przed internetową erą), 
w których ciężko było zdobyć COŚ w oryginale; z Niemiec przywieziona "Iliada":)
Poza tym królują u mnie przewodniki turystyczne, biografie, książki o fotografii, moja ulubiona to "Fotografowanie dzieci - warsztaty fotograficzne" Ginny Felch, którą cały czas odkrywam i dowiaduję się czegoś nowego:) 
Uwielbiam Woody'ego Allena nie tylko za filmy, lecz również za zbiory opowiadań takich jak "Skutki uboczne" i "Czysta anarchia", do których lubię sobie wracać:) Proza Sławomira Łuczaka, czyli męska odpowiedź na brydżyt dżonsową literaturę, która bawi 
i przeraża:) Trochę klasyków literatury polskiej i obcej przeplata się z historią literatury antycznej, encyklopediami, poradnikiem majsterkowicza, babską i mężowską częścią biblioteczną oraz albumami wszelakiej maści:)
Na straży w części kulinarnej, powiedzmy, że kilka książek jest obok siebie (cóż za traf!:), stoi moja kolekcja ślimaków. 
Jednak w praktyce tak się dzieje, że częściej korzystam z przepisów znalezionych w internecie, bo poziom niektórych portali kulinarnych jest naprawdę wysoki, że warto zaufać:) Ale pokażę Wam moją kulinarną perełkę peerelu, książkę kucharską mojego dzieciństwa, może też ją macie i pamiętacie?:)
Książki-powieścidła raczej pożyczam z biblioteki ze względów finansowych i ograniczonej pojemności regałów. Aktualnie czytam Chmielewską, którą uwielbiam za poczucie humoru i dystans do pełnej paradoksów rzeczywistości; babską powieść Antoniny Kozłowskiej "Czerwony rower" oraz poradnik do nauki szycia z 1978 roku, żeby nieco ogarnąć podstawy szycia różnych rzeczy:) Tia, kilka na raz i dlatego czasem mi się zdarza, że nie zdążę jakiejś skończyć czytać, bo oddać już czas..:]
Czasem jednak trafię na taką książkę, którą chcę mieć na własność, moim ostatnim nabytkiem, a właściwie prezentem od Męża pod choinkę, jest książka z nieznanymi dotąd fotografiami Krakowa, 
z krótką historią, skupiającą się na modernistycznej architekturze miasta i ciekawostkach. Czy ja już wspominałam, że mam słabość do kamienic lat 20-30.?:)
Chyba już zakończę te wywody, bo co popatrzę teraz na półki, 
to o każdej książce by się chciało coś opowiedzieć, 
a nie chciałabym Was zanudzić:)
Do zabawy zapraszam:

Zatem żeby tak nieprozaicznie zakończyć posta książkowego, wklejam mój ulubiony wiersz Wisławy Szymborskiej:

***
"Portret kobiecy"
Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską. 
***

Uściski weekendowe:)
Magda

środa, 26 stycznia 2011

W tonacji różu

Bardzo Wam dziękuję, za zmotywowanie mnie do rozprucia tego odwrotnie wszytego bucika:) Siadłam, sprułam, odwróciłam podeszwę i wszyłam. Całość wygląda tak:
W międzyczasie zrobiłam tortową kartkę urodzinową dla Kasi:)
W pokoju Milenki wiosna wypuszcza pierwsze pędy:)
A Milenka za szycie się bierze, na warsztat krawiecki 3,5-latki składają się drewniane sylwetki zwierzątek z dziurkami na obwodzie, przez które sprawne rączki mają za zadanie przewlec długie sznurki:) To taki pierwszy stopień wtajemniczenia, nawet nieźle sobie radzi - ale idzie pod prąd, kreatywność pierwsza klasa - chce nawlekać z góry na dół, po przekątnej, bo przecież tak do jednej dziurki obok drugiej to nuuuda:))
Buziaki:)
Magda

***

Groszkowe buciki szukają nowej właścicielki:)

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Historie Lodówkowe i sernikobrownie:)

Witajcie:)
Za oknem zima, do wiosny jeszcze trochę zostało... Chowając stopniowo świąteczne dekoracje, chciałam Was zaprosić do zabawy, która mi wpadła do głowy wczoraj przy śniadaniu:) Nie bójcie się, nie będzie to myszkowanie w Waszych lodówkach, ale po lodówkach:) Pomysł narodził się stąd, że moja lodówka jest również miejscem ekspresji:) Zasady zabawy są proste:
1) Trzeba obfocić lodówkę lub jej fragment.
2) Zaprezentować na blogu.
3) Zaprosić do zabawy następne 3 osoby.
Jeżeli ktoś nie ma ochoty na zabawę, wystarczy, że przekaże pałeczkę wybranej przez siebie kolejnej trójce.
Wybaczcie mi tę durną zabawę, ale coś mi podpowiada, że macie kolorowo na lodówkach i może jakieś ciekawe zdarzenia z tym związane:)
No to zaczynamy. Oto moja pstrokata lodówka:)
Muszę Wam się przyznać, że moją słabością są magnesy 
z różnych stron świata, niektóre mam własnoręcznie zdobyte, 
a niektóre przywiezione przez rodzinę lub znajomych:)
Tylko na mojej lodówce nowojorską taksówką można 
dojechać pod Pałac Kultury:)
Magnesiki miniaturki z motywem koguta, lawendy, 
serów oraz cupcake'ów...
Mam też pewien wycinek z jakiegoś dziennika sprzed 6 lat i tyle czasu sobie wisi. Jest to ciekawostka dotycząca zmiany nazw ulic 
w Albanii po obaleniu reżimu. Czemu akurat to? Już wyjaśniam, jestem miłośniczką krajów bałkańskich - interesuje mnie kultura i język albański, a ponieważ o Albanii u nas mało się pisze, więc ten gazetowy wycinek to taki rodzynek na mojej lodówce:) 
Dla zainteresowanych wklejam go:
"Dlaczego w Albanii często giną listy?"
"Wiele albańskich ulic - zarówno na prowincji, jak i w Tiranie - nie ma nazw. Gdy w 1991 roku obalony został reżim Enwera Hodży, pospiesznie zrywano tabliczki z nazwiskami komunistycznych działaczy; potem jednak zapał opadł i wiele ulic do dziś nie zostało nazwanych. Władze od lat obiecują, że rozwiążą problem, ale system pocztowy w Albanii wciąż uchodzi za najgorszy w Europie."
*
I na koniec moje mądrości lodówkowe:)))
A do zabawy w Historie Lodówkowe zapraszam:
Kesler z Pracowni Agrafka
*
Skoro już jesteśmy przy pichceniu polecam Wam gorąco - tak gorąco - jak gorąca jest czekolada, przepyszne ciacho, które ostatnio upiekłam podpatrzywszy przepis u Dwóch Chochelek na sernikobrownie. Obłędnie pachniał w trakcie pieczenia, po całym domu roznosił się aromat gorącej czekolady... Zresztą co ja będę pisać, szkoda, że zdjęcia nie pachną;)
Miłego tygodnia Wam życzę:)
Dziękuję za wszystkie miłe słowa, które dodają mi skrzydeł:)
Uściski:)
Magda

***
Prośba do wszystkich szyjących od Madzi z Blog M, jeżeli posiadacie jakieś końcówki materiałów lub inne niepotrzebne już krawieckie gadżety, TUTAJ są szczegóły, komu te rzeczy mogą sprawić frajdę:) 

piątek, 21 stycznia 2011

Zakochany ślimak i kwiatowe kapciuszki

Witajcie:)
Zapragnęło mi się wypuścić spod igły coś kwiatowego i powolnego, bo pośpiech to samo ZUO, o czym za chwilę same się przekonacie:) I tak powstały dwa ślimaki*:

Uszyłam jeszcze parę niemowlęcych filcowych kapciuszków*, 
z kwiatuszkiem, a jakże:)
Późno było, ale przed mymi oczami zaczęła rozpościerać się wizja jeszcze jednej pary kapciuszków, różowo-brązowych w groszki. 
No i uszyłam tak na próbę. 
Kiedy skończyłam drugiego i wywinęłam go na prawą stronę, okazało się, że podeszwę wszyłam odwrotnie. Zakręciłam się jak domek ślimaka - bo drogie dzieci, jak widać na załączonym obrazku - noc jest do spania, a nie do dziergania;)

Trzymajcie się cieplutko, jak radzi domowa sokowirówka: "Pijcie sok marchwiowo-jabłkowy, będziecie mieć choróbska z głowy";)

Miłego weekendu, uściski:)
Magda


***
*Zakochane ślimaki i filcowe kapciuszki szukają nowego właściciela:)

środa, 19 stycznia 2011

Łupy oraz... serce czy rozum?:)

Witajcie:)
To nie moje dylematy na miarę "Rozważnej i romantycznej", lecz zamówienie jakie ostatnio dostałam, a mianowicie zostałam poproszona o uszycie rozumu - tak, tego Rozumu z reklamy telepsora - dla pewnego dwulatka, który ową postacią jest 
ponoć niezwykle zauroczony:)
I tak się prezentuje mój Rozum, ma ok. 40 cm:)
Zgodnie z życzeniem dwulatka, maskotka ma służyć przede wszystkim do przytulania, więc tak wszyłam łapki, aby same wyrywały się do małego przytulacza;)
Poza tym chciałam Wam jeszcze pokazać moje ostatnie łupy. 
Porcelanowy starodawny telefon miniaturka, ma aż 4 cm;)
Dekoracyjny mały wałek kuchenny z szydełkową dekoracją, od mojej Mamy:)
Oraz cacuszko, dziecięce drewniane regionalne holenderskie chodaki do odnowienia i powieszenia. Muszę tylko znaleźć odpowiednią farbę, żeby nie zniszczyć pozostałych malunków
 na nich. 
Póki co, Milenka chętnie je przymierza, 
bo akurat są w jej rozmiarze:) 
Uściski:)
Magda

piątek, 14 stycznia 2011

Na pohybel burej zimie:)

Witajcie kochane:)
Przede wszytkim chciałam Wam gorąco podziękować za rozpowszechnienie moich aukcji dla WOŚP. Właśnie przed chwilą zakończyła się ostatnia licytacja i tym sposobem
 buciki i królik znalazły już odbiorców, a dochód z aukcji pomoże dzieciaczkom:)
Poza tym zima gdzieś zniknęła, za siódmą górą, za siódmą rzeką.
Jak tak dalej pójdzie, to zacznę zaklinać wiosnę, bo szaro, buro 
i deszczowo.... Wiosno, przyjdź...:) 
Może przyjdzie, spróbuję ją skusić...hmmm.."Domem pod Różami" 
czyli moją dopiero co uszytą poduszką:)

I wiecie co, po co właściwie dziecku zabawki, skoro najfajniejsze są ścinki materiałów wyławiane przez moją pociechę spod stolika. Można z nich ułożyć trawnik, drogę, rabatkę kwiatów i kałużę. Podpatrzyłam Milenkę w czasie zabawy i chciałam zakraść się z aparatem, aby zrobić jej zdjęcie z tymi farfoclami. Nie udało się, bo od razu mnie rozgryzła, wzięła szybko swój zabawkowy aparat 
i pochyliła się z nim nad ścinkami w identycznej co ja pozie:) 

Od dłuższego czasu wzdycham do... młotowiertarki do betonu:)) Bo w domu zawsze jest coś do powieszenia, zawieszenia, przewieszenia, dowieszenia, pomysłów ciągle przybywa  i już stopniowo przestaje się opłacać branie jej z wypożyczalni:)
 Rozumiecie moje westchnienia do tego właśnie obiektu, prawda?:D
Ściskam cieplutko, dziękuję, że jesteście:)
Uściski:)
Magda

piątek, 7 stycznia 2011

Moje małe coś dla dzieciaczków na WOŚP

Witajcie:)
Mam nadzieję, że pełną parą weszliśmy wszyscy w Nowy Rok, 
a Nowy Rok to nowe wyzwania;)
Dla mnie początek roku od wielu już lat jest ważny dlatego,
 że wtedy odbywa się WOŚP. To taka moja prywatna świecka tradycja:) W tym roku do pomocy włączyłam igłę i nitkę. 

Uszyłam buciki niemowlęce, które mogą prezentować się dumnie na nóżce malutkiej obywatelki/obywatela tego świata ewentualnie mogą być bucikami dla lalki:)

I druga rzecz to dedykowany WOŚP-owi tildowy królik Jeremiasz, postać z wielkim sercem i o wielkim sercu:) Jeremiasz czeka na nowego właściciela, chciałby stać się miłym wspomnieniem
 XIX. już finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Buciki i Jeremiasza można licytować na Allegro.
****
Mam prośbę do osób, które chciałyby się w jakiś sposób przyłączyć do akcji, aby wkleiły linka do tego posta na swoim blogu 
wraz z poniższym zdjęciem:) Z góry baaardzo dziękuję!:)
Zapraszam do licytacji:)
Uściski:)
Magda