wtorek, 30 listopada 2010

Eksplozja kolorów

Witajcie Kochane:) 
Czy zasypał Was już śnieg? Bo u nas od dwóch dni prawdziwie zimowy pejzaż.
Dzisiaj chciałam Wam pokazać, co poczyniłam w przedpokoju już jakiś czas temu, a dokładnie po remoncie łazienki. Wiadomo, jest to pomieszczenie z reguły z niewielkim dostępem do światła dziennego. 
Zamarzyło mi się nieco ożywić otoczenie. 
Po wyremontowaniu łazienki pozostała nam szafka, która wcześniej tam stała. Szafka jest dosyć stara, miała zniszczony front. Szkoda mi było pozbywać się jej, gdyż jest bardzo pojemna i ma cztery półki. 
Zatem przerzuciliśmy ją do przedpokoju obok mojego pamiątkowego rodzinnego wieszaka-stojaka. Tak, ta szafka była motorem do działania, by coś zrobić z przedpokojem:)
Obrazek pierwszy, jeszcze wszystko wygląda po staremu:
Zakasawszy rękawy wzięłam się za czyszczenie
 i malowanie mebelków. 
Wybór kolorów nie był przypadkowy, bowiem jako dodatek do aranżacji przy wejściu do dużego pokoju pojawiła się kurtynka:)
Bardzo długo jej szukałam, ta, która mi się podobała, była w sklepie internetowym w...USA. Minęło parę miesięcy i dopadłam ją  u nas we Flo:)
Kolory szkiełek to odcienie, które pojawiają się w wystroju przedpokoju: 
zieleń (ściana i szafka)
róż (wieszak)
fiolet śliwkowy (drzwi od pokoju Milenki i łazienki)
turkus (flakoniki na szafce)
A to efekt końcowy, nowa odsłona odpicowanego przedpokoju:)

Jeszcze coś:) Spotkała mnie bardzo miła rzecz, a mianowicie otrzymałam wyróżnienie od Madziki i Marty jednocześnie, umówiłyście się, Dziewczyny?:) Zgodnie z tradycją przekazuję je do zdolnych osóbek (większość z Was już je ma:), do których z przyjemnością zaglądam, a są to:


Buziaki, lecę, bo dziś w programie obowiązkowe lepienie bałwana.
Po wczorajszej bitwie na śnieżki 
coraz bardziej rozkręcamy się zimowo:)
Czego i Wam życzę:)
Magda


piątek, 26 listopada 2010

Cecylia i świnka

Do naszego domu zakradła się panna Cecylia.
Przysiadła na chwilkę, żeby zregenerować 
zmęczone nóżki.
Potem to już szybko się wszystko potoczyło, Cecylia zanurkowała w szufladzie przy moim stoliczku...
...i wyciągnęła z zakamarków ozdóbki świąteczne.

A tymczasem moja Milenka dostała paczuszkę, nagrodę w konkursie fotograficznym magazynu Nie Tylko Dzieciaki
Zachwytom nad świnką, która przybyła do nas
 z pracowni Z Potrzeby Piękna, nie było końca:) Bardzo dziękujemy:)
I tym świńkowym akcentem kończę dzisiejszą relację z pracowni Milmato, więcej prosiaczkowych zdjęć znajdziecie na blogu Milenki
Życzę Wam miłego weekendu, wypatrujcie śniegu, chrum:)

poniedziałek, 22 listopada 2010

Filcowo i tildowo

Witajcie wszystkie pracowite mróweczki:)
U nas aktualnie robi się coraz bardziej świątecznie. Takimi małymi kroczkami:)
Na razie myśli krążą wciąż wokół choinkowych dekoracji. 
Filcowe chatki podpatrzone u zagranicznych blogerek pochłonęły mnie bez reszty:) Oto pierwsze próby:


I jeszcze świąteczny wianek.
I budka z ptaszkiem:)
W międzyczasie popełniłam jeszcze misia z mojej Tildowej książki. Ten miś jest fabrycznie kontuzjowany, same plasterki, uszkodzone oczko, klapnięte uszko, kończyny wzmacniane guziczkami przy stawach;) O tym misiu mówię:
Fot. D&C Books
A nasz miś ma na imię Heniek, miałam mu strzelić kilka fotek, zastanawiałam się nad aranżacją, a tu szans nie było, bo Milenka ani na chwilę nie wypuszcza go z rąk. Mówi "Mój Heniuś" i daje mu buziaka w nosek. 
Zatem, proszę państwa, oto miś, miś jest bardzo grzeczny dziś:)

Ściskam cieplutko.
Miłego wieczora:)
Magda

piątek, 19 listopada 2010

Balbina czyli ostatni powiew lata

Przedstawiam Wam Balbinę, pewną nostalgiczną króliczą pannę, której ulubionym zajęciem jest zbieranie kwiatów na łące.

Balbina wybiera się w drogę i zastanawia się, czy wszystkie kreacje zmieszczą się w jednej małej walizce.
 Prawie się udało, tylko jeszcze trzeba przysiąść walizkę, żeby się dopięła.
 Balbina jest już gotowa do podróży, z radością pojechała do Kasi i Grzesia.


niedziela, 14 listopada 2010

Słodka niedziela

Zapraszam Was dziś na mały spacer po pewnych krakowskich zakamarkach. Pogoda dopisuje, zatem na początek pobuszujemy po Hali Targowej, czyli miejscu, gdzie w każdą niedzielę pojawiają się rupieciarniowe stragany. Wytężcie wzrok, może coś dla siebie wypatrzycie:)
Kolekcja płyt, trąbka, mebelki...
Kolorowe fantazyjne zastawy stołowe, niektóre kompletne, niektóre pojedynczo błądzą po stołach...
Wazy, półmiski, żeliwne żelazka...
No tak, szwarc, mydło i powidło...:)
Figurki, dzbanuszki, wazony...
Trochę szkła...
I na koniec antykwariat prosto z walizki...
Ochłonęłyście? To idziemy dalej:)
Lubicie kamienice i ich poddasza i balkoniki? Bo ja mam słabość do nich:) Często zadzieram głowę do góry zastanawiając się, jacy ludzie tam mieszkają, jak mają urządzone, czy w ogóle mieszkania są zamieszkane... bo opuszczone i zniszczone kamienice to niestety częsty widok. Tym razem na słoneczne balkony sobie zerknęłam:)
Planty w listopadzie...
Zaraz przetniemy Grodzką:)
 Jesienne restauracyjne dekoracje:)

Skręcimy w Bracką, tak, w tę ulicę Bracką, o której Grzegorz Turnau śpiewa: "Bo w Krakowie na Brackiej pada deszcz". Dziś ta prognoza się nie sprawdziła na szczęście:)

A potem w lewo w Gołębią...
Zanim przejdziemy do sedna sprawy, zerknijcie na osobliwości ulicy Gołębiej:)
Kocia brama:)
Genius loci niespełnionych poetów:)
A teraz... Raz, dwa, trzy i jesteśmy w dziecięcej krainie słodyczy,
najmniejszej fabryce cukierków Ciuciu:)
Wejdźmy do środka, aby przyglądnąć się jak powstają karmelkowe cukierasy:) Słodkości obfocił tym razem mój Mężuś:) Milenka jest już gotowa, z zapartym tchem przygląda się całemu karmelkowemu obrządkowi:) 
Pierwszy krok to ugotowanie karmelkowej masy z wody i cukru w odpowiednich proporcjach. Kiedy masa jest gotowa, trzeba ją wylać na blat ze specjalnymi ogranicznikami. Masa jest cały czas jeszcze gorąca, a blat jest lekko podgrzewany, żeby masa przedwcześnie nie stwardniała.
Do wygładzonej w prostokąt masy dodaje się barwnik, ten na zdjęciu to barwnik o smaku jagodowym, fajnie pachnie:)
Kolejny krok, to uelastycznianie twardniejącej masy na specjalnym haku:)
Potem wałkowanie i zawijanie kolorowych mas na wzór rolady:)
Gdy karmelkowa rolada jest gotowa, trzeba teraz ją stopniowo odrywać po kawałku. Rolada robi się coraz dłuższa i węższa i co ciekawe, układ kolorów mimo naciągania wcale się nie niszczy:)
Ostatni etap, ucinanie cukiereczków za pomocą prostej gilotynki:)
I siup wpadają sobie do miski!
Na ten moment wszyscy czekaliśmy, degustacja jeszcze trochę ciepłych karmelkowych cukierków... Pycha!:)
Jeszcze ostatni rzut oka na fabryczne słodkości...
Na koniec zapraszam Was do siebie na filiżankę kawy i domowego gruszkowo-jabłkowo-orzechowego ciacha:)
Miłego wciąż niedzielnego wieczoru:)
Jeżeli dobrnęłyście do końca tej notki, 
przyjmijcie moje gratulacje:)
Buźka!
Magda