poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Ciasteczko z wisienką

Jedną z ostatnich moich robótek jest worek na kapcie. Moja Córeczka długo zastanawiała się nad obrazkiem, jaki miałby się na nim pojawić: raz miała być truskawka, potem autko, w końcu potwór (tak, tak:) aż doszłyśmy do porozumienia i stanęło na ciasteczku:) 

Tak prezentuje się całość:)

piątek, 27 sierpnia 2010

Lawendowy półwysep

Do napisania tej notki, a raczej do sięgnięcia do wakacyjnych albumów zainspirowała mnie Gusia swoim lawendowym wpisem. Przypomniało mi się, że w czasie zeszłorocznych wakacji na Węgrzech dotarliśmy do niezwykłego miejsca nad Balatonem - na półwysep Tihany. Tak się szczęśliwie złożyło, że akurat odbywał się tam Festiwal Lawendy (sic!) i można było powędrować sobie po lawendowych polach i obejrzeć miejscowe rękodzieła na lawendowych kiermaszach, coś niesamowitego:) Zapraszam Was do wędrówki po tym przytulnym węgierskim miasteczku Tihany, miłego oglądania:)







I jeszcze coś z innej beczki, znalazłam kapitalną rzecz (tzn. jej fotki:)), no same popatrzcie, jakie to cudo - fartuszek przybornik - na te wszystkie krawieckie akcesoria! Ile tu miejsca na guziczki, ołóweczki, szpileczki, nożyczki, agrafki, itp, itd... i jak się zgrabnie zwija:)

Źródło: http://www.allcrafts.net/

Miłego ostatniego sierpniowego weekendu! ;) Bardzo dziękuję Wam za wszystkie komentarze, ściskam cieplutko!:) M.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Tilda Olga

Oto Olga, biedronkowa króliczyca.



Ostatnia pamiątkowa fotka z przyjaciółmi...
...bowiem Olga została zapakowana i pojechała w prezencie:)



Niedziela w górach, wycieczka uwieńczona w schronisku pyszną szarlotką :)
Moja dzielna turystka:)
Na jagody:)


piątek, 20 sierpnia 2010

Łupy

Ostatnie zakupy rupieciarniowe to mała ramka, niebawem coś z nią zrobię, bo pomysł już jest:) 
...oraz cudo, cudeńko - stary austriacki zestaw czterech mini ołóweczków Koh-i-Noor zamkniętych w pudełeczku wielkości nieco mniejszej od pudełka zapałek! Ledwo wypatrzyłam w stercie rupieci, ot taki bibelocik;)



Cały czas walczę z walizką, samo pomalowanie nie zakryło pewnych uszkodzeń i w związku z tym wymyśliłam zatuszowanie ich metodą decoupage; do listy zakupów dopisałam bezbarwny akrylowy lakier i klej patex:) Trochę mam tremę, co wyjdzie, bo nie bawiłam się jeszcze decoupagem, a z moją walizką należy obchodzić się ostrożnie, gdyż jest wykonana z grubej tektury. Uff:) Poza tym kończę szyć dwie rzeczy, odsłona niebawem:) 
Aaaa.. przypomniało mi się - do wszystkich zauroczonych lanckorońskim klimatem - w sobotę i w niedzielę (21-22.08) odbędzie się tam Festiwal dla Zakochanych :) 

I coś na przekąskę - moje balkonowe koktajlowe:) Pozdrawiam Was serdecznie, życzę miłego weekendu i żeby... doba miała 48h, bo przy robótkach ręcznych 24h to wciąż mało, mało...:)))

niedziela, 15 sierpnia 2010

Lanckorona

"Stroma uliczka wiedzie do piekarni
stygnie na półkach zwyciężona gleba
młoda dziewczyna sypie dla ptaszarni
pachnące ziarno w kształcie grudek chleba."

"Lanckorona" Marek Grechuta

Wracając z grilla od znajomych, odwiedziliśmy pewne magiczne miejsce, w którym czas się zatrzasnął w starej okiennicy; w którym każdej zimy spotykają się Anioły (raz w roku w grudniu odbywa się festiwal "Anioł w Miasteczku", ale tak naprawdę Anioły są tam obecne cały rok, bo w Lanckoronie jest tak sielsko...:) A w oknach odbija się urok i magia miejsca:)





Tuż przy Rynku miejscowy agent nieruchomości poleca:)

Tutejsze rękodzieło, nawet Lanckorona ma swoją Tildę;)

Anioły, Aniołki, Anielice...



I cichutko, żeby nie zakłócać anielskiego spokoju miasteczka, wymykamy się z Lanckorony tylnymi drzwiami...:)





czwartek, 12 sierpnia 2010

Małosolne

Dwa kilo ogórków prosto z mojego osiedlowego placu targowego. Taki plac to skarb:)
No to do dzieła.



I na koniec przygniatamy...
Koniec? Jaki koniec? Potem to przyszedł mój Mąż i stwierdził, że obciążenie jest za małe i coś z tym trzeba zrobić. Włączył tryb "Pomysłowy Dobromir", wziął puszkę, wsadził do niej kamień, porwał z parapetu doniczkę z moim szalonym szczypiorem i stworzył konstrukcję obciążającą.:) 
I ogóreczki sobie kipią aż miło:)

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Po nitce do kłębka

Kupiłam włóczkę. Cztery motki norweskiej włóczki prosto z secondhandu; jak je zobaczyłam, to od razu stwierdziłam, że muszę je mieć. Nie wiem jeszcze, do czego je wykorzystam, ale gdzieś tam czuję, że nadejdzie taka chwila:) W rzeczywistości mają intensywniejszy kolor, aparat mi przekłamuje, bo na przykład ten trzeci motek od lewej wyglądający na szary, tak naprawdę jest lawendowy, oczu od niego nie mogłam oderwać;)

A przy jednym motku jest nawet metka fabryczna.

Wzięłam się za odnawianie starej rodzinnej walizki, bo już troszkę miejsca brakuje na tkaniny:) 
Pozdrawiam letnio ze strugami deszczu w tle. Bębnią o parapet param pam pam...:)

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Kołyska

Zaczęło się od kupna kołyski, a okazją ku temu był prezent na urodziny Córeczki. Sosnowa surowa kołyska, zanim wpadła w moje ręce, po zakupie przedstawiała się tak i aż się prosiła: "Zrób coś, zrób coś":)

W ruch poszedł pędzel - pomalowałam ją na biało, a następnie uszyłam pościel - dwie poduszeczki i kołderkę. Materacyk przyoblekłam tkaniną w kolorowe prążki.
                               

Tak przedstawia się kołyska z pełnym wyposażeniem:)



A tu już stoi we właściwym miejscu:)